Teściowa, czyli ciężka próba cierpliwości część 1

Po drugim udarze mojej teściowej, wspólnie z mężem ustaliliśmy, że jak skończy rehabilitację, to zabierzemy ją do siebie na wieś. Oczywiście, że nie na stałe, bo przyznam, że tego bym nie zniosła, ale na miesiąc, żeby się trochę podkurowała. Świeże powietrze, ogródek, las za płotem, cisza i spokój – uznaliśmy, że to jej dobrze zrobi. Od razu uprzedziłam Janusza, że to on reaguje na wszelkie zachcianki swojej mamy. Ja owszem gotuję obiady, ogarniam to co zwykle, nie ma sprawy, ale jeśli będzie mieć jakieś specjalnie życzenia, to zajmuje się nimi on. Mąż to bardzo ugodowy człowiek i naprawdę nie miał z tym problemu.

Pierwszego dnia oprowadziliśmy teściową po całej działce, bo ostatni raz była u nas dobre dwa lata temu, a tu sporo się zmieniło. Mama Janusza to ten typ, który najlepiej czuje się we własnym domu i wyjeżdża z niego tylko wtedy, gdy musi. W każdym razie pokazaliśmy jej nowy ogródek warzywny, w którym zaczęliśmy uprawiać różne pyszności, nowe drzewka, krzewy, skalniak i inne takie drobiazgi. Teściowa była zachwycona, każdą rzecz oglądała dwa razy i wypytywała o szczegóły. Wiele lat temu miała własną działkę, ale potem, kiedy nie była już w stanie jej uprawiać, to sprzedała całość i było po niej widać, że teraz trochę za tym tęskni. Wieczorem padła zmęczona już po dwudziestej, a my z Januszem byliśmy tym zachwyceni, bo obawialiśmy się, że będzie nam „męczyć duszę” do późna, albo oglądać telewizję na cały regulator, a tu nic z tych rzeczy. Miła niespodzianka.

O czwartej nad ranem, kompletnie nieprzytomna otworzyłam oczy, bo usłyszałam jej głos.

– Januszku! Januszku wstawaj! – mówiła zdenerwowana, potrząsając mojego męża za ramię. Spojrzałam na zegarek i mało nie zesłabłam, widząc która jest godzina.

– Co się stało mamo? – spytałam.

– Janusz! – zignorowała mnie i podniosła głos jeszcze bardziej, szarpiąc swojego syna za ramię. – Chodź szybko!

Janusz wyglądał jak żywy trup, ale zsunął nogi z łóżka i przez chwilę siedział na skraju, żeby dojść do siebie. Wreszcie spytał ją, co się dzieje, a ona, głosem totalnej paniki oznajmiła, że ktoś nam poprzestawiał konstrukcje w ogrodzie.

– Co? – Janusz zrobił wielkie oczy, a ja podniosłam się na rękach do góry. – Jakie konstrukcje?

– No chodź, pokażę Ci, szybko!

Oboje z trudem wstaliśmy, bo ja też zaciekawiłam się o co chodzi, a potem mama zabrała nas do swojego pokoju i z okna pokazała na ogród.

– Zobaczcie! – wołała przejęta.

Spojrzeliśmy w tamtą stronę i nic. Ogródek stoi jak stał. Janusz zaczął pytać, o czym ona mówi, a teściowa coraz bardziej nerwowo pokazywała palcem i wolała coś o przestawionej konstrukcji.

– Chodzi mamie o ten zaokrąglony stelaż na pnącą fasolę? O tę konstrukcję? – zapytałam, nie widząc nic innego.

– Tak! Ktoś wam go przestawił! – wołała, a my patrzyliśmy i nic. Stał jak stoi. Dobre pół godziny teściowa upierała się, że konstrukcja po której miała się piąć fasola stała za płotkiem, a teraz stoi przed nim. Nijak nie mogliśmy jej wytłumaczyć, że źle widzi. Wreszcie Janusz nie wytrzymał i zabrał ją do ogrodu. Dopiero wtedy zobaczyła, że wszystko jest w porządku.

– Ojej. – jęknęła. – A to chyba światło tak źle padło i mnie zmyliło. – Wzruszyła ramionami. – No to idziemy spać, uff, bo już się wystraszyłam.

Spojrzeliśmy na siebie z Januszem i musieliśmy zacisnąć usta, żeby nie parsknąć śmiechem. W łóżku Janusz nachylił mi się do ucha i wyszeptał, że musimy mieć strasznych sąsiadów, skoro biegają po nocy po ogródkach i przestawiają ludziom konstrukcje na fasolę ha ha. Pierwszy zwid teściowej był nawet zabawny, gdyby nie to, że obudziła nas o świcie.

Odcinek nr 2

Odcinek nr 3

(Visited 72 times, 1 visits today)