Wizyta wujka z Ameryki. Opowieść z życia wzięta cz.1

Kiedy wujek Albert zadzwonił po prawie pięciu latach milczenia i powiedział, że przyjeżdża do Polski na objazd rodzinny, byłam w mocnym szoku. Wujek od lat mieszkał w Ameryce i odkąd się tam na dobre zasiedział, zupełnie zapomniał o swoich bliskich. Praca, pieniądze, nowe znajomości – rozumiałam i nawet mnie to nie dziwiło. Nigdy nie byłam z nim jakoś specjalnie zżyta, ale pamiętałam jeszcze, jak w dzieciństwie uczył mnie grać w szachy i opowiadał jakieś stare dzieje z polskiej historii, więc nawet się ucieszyłam, że wpadnie. Wujek od razu uprzedził, że zaplanował sobie po 5 dni u każdego członka naszej rodziny, a że jesteśmy rozsiani po całej Polsce, to wizyta u mnie miała wypaść na koniec jego podróży. Ostatni przystanek na trasie: ja i moja mała wioseczka pod Poznaniem, godzina drogi do lotniska, skąd mógł wylecieć z powrotem do Stanów.

Pod dom podjechał końcem lipca. Upał akurat lał się z nieba, więc kiedy pod bramą zaparkowało jego wypożyczone, czerwone auto w typie kabrioleta, to było je widać doskonale. Przyznam, że robiło wrażenie i z pewnością nie należało do tanich. Niezłą furę sobie wynajął na ten wyjazd. Kątem oka zauważyłam, jak sąsiadka z naprzeciwka staje w oknie i się przygląda. Od razu pomyślałam, że zaraz po wsi rozejdą się ploty wiadomego sortu, więc szybko otworzyłam bramę i wujek wjechał do środka. Kiedy wysiadł z samochodu, mało go nie poznałam. Zeszczuplał, jakby zmężniał, jego barki się rozrosły, biała koszula wsunięta w spodnie (pewnie szyte na miarę), leżała na nim idealnie i podkreślała muskularny tors.

– Wujek Albert? – zapytałam z niedowierzaniem, kiedy do mnie podchodził. – Boże, ale się zmieniłeś!

– Cześć Kasiu! – odpowiedział głosem tak serdecznym, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. – Chodzę na siłownię, pracuję, muszę tam jakoś wyglądać. – dodał i mocno mnie przytulił.

– Jakoś? Wyglądasz rewelacyjnie!

– Ty też świetnie się trzymasz – odpowiedział kurtuazyjnie. – Opowiadaj co u Ciebie! – zagaił.

Weszliśmy do domu, zaproponowałam kawę, a potem usiedliśmy w kuchni i przegadaliśmy cały wieczór. Wspomnienia sypały nam się z rękawa, ale też mnóstwo dowiedziałam się o jego ostatnich latach. O pracy, awansie, lepszych pieniądzach, sukcesach, no i o tym, że w tym całym szalonym trybie życia, coraz mocniej za nami tęskni. Jego rodzice już nie żyli, został brat, ja, czyli córka jego jedynego brata i ciąg kuzynostwa, które rozjechało się albo po Polsce, albo po świecie.

– Wiesz, im dłużej tam jestem, tym bardziej mam wrażenie, że coś w życiu przegapiłem. – zamyślił się. – Może rodzinę? Relacje?

– Cieszę się, że przyjechałeś wujku. Naprawdę.

– Opowiedz mi, jak sobie radzisz sama na tej wsi, to musi być bardzo ciekawe i pewnie niełatwe, prawda? – Zauważyłam, że zmienia temat.

(Visited 110 times, 1 visits today)